PZL-Świdnik nie poddaje się i walczy nie tylko o udział w przetargu na dostawę śmigłowców dla polskiej armii, ale również broni dobrego imienia firmy. 22 maja w Świdniku spółka zademonstrowała w locie i na ziemi śmigłowiec wielozadaniowy AW-149. Dzień wcześniej podobna prezentacja miała miejsce na warszawskim Bemowie. W ten sposób PZL-Świdnik próbuje odeprzeć zarzuty dotyczące min. informacji, jakoby AW-149 był śmigłowcem cywilnym.

AW149

-PZL-Świdnik to ogromny powód do dumy. To firma, którą każdy rząd traktowałby, jak „perłę w koronie” – mówił prezes PZL-Świdnik, Krzysztof Krystowski, podczas prezentacji AW-149 w Świdniku. Niestety zakład i jego produkt, nie został doceniony w przetargu MON na dostawę śmigłowców dla polskiej armii. Do testów zakwalifikowano śmigłowiec Caracal, który przeszedł je pomyślnie, w Bazie Lotnictwa Transportowego w Powidzu. MON poinformowało 27 maja, że specjalna komisja powołana przez resort obrony stwierdziła, że osiągi i możliwości Caracali zgadzają się ze specyfikacjami zawartymi w ofercie przetargowej. Sprawdzeniu podlegały parametry obejmujące cztery obszary, tzw. wspólną platformę, konstrukcję śmigłowca, jego osiągi i wyposażenie pokładowe. Testy odbywały się w różnych warunkach: na ziemi i podczas prób w powietrzu, zarówno w dzień, jak i w nocy, warunki atmosferyczne również były zmienne. Francuski helikopter waży 11 ton, z silnikami o mocy 5000 KM. Pomieści maksymalnie 28 żołnierzy z lekkim uzbrojeniem i kilkunastu w ciężkim. Jest wyposażony min. w urządzenia pozwalające na udział w nocnych akcjach, w zewnętrzny zbiornik paliwa, który można odłączyć w momencie zagrożenia oraz w urządzenia pozwalające na tankowanie go w locie lub podczas zwisu. Większa przestrzeń ładunkowa francuskiego śmigłowca stała się jego ogromnym atutem. Jednak nie rozmiar AW- 149 zaważył na niedopuszczeniu maszyny do testów. Resort zarzucił świdnickiej firmie, że chce dostarczyć maszyny o dwa lata za późno, czyli w 2019 roku. Tutaj ostro zareagowały władze PZL-Świdnik. Zdaniem Krzysztofa Krystowskiego, prezesa PZL Świdnik, spółka wykazała, że to nieprawda. Prezes PZL tłumaczył, że rok 2017 jest rokiem rozpoczęcia dostaw, a zakończyć się one mają 5 lat później. Zarzucił też MON, że wprowadza w błąd opinię publiczną, manipulując datami. Dlatego też postanowił zorganizować prezentację śmigłowca w Warszawie i Świdniku, by można było naocznie przekonać się o jego możliwościach.

Trzeba rozwiać wątpliwości!

Podczas prezentacji prezes Krystowski po raz kolejny podkreślił nowoczesność AW-149, przypominając, że pozostałe konstrukcje, biorące udział w przetargu sięgają korzeniami technologicznymi lat 60 i 70-tych. Objaśnił również parametry techniczne śmigłowca, w odpowiedzi na zarzuty, dotyczące niespełnienia licznych wymagań, w tym tego, jakoby AW-149 był śmigłowcem cywilnym. – W 2007 rozpoczęto projektowanie AW-149, jako śmigłowiec wojskowy. W 2014 maszyna otrzymała certyfikat NATO – odpierał zarzuty Krystowski. Zdaniem MON jedną ze słabszych stron AW-149 jest jego wielkość. Prezes PZL tłumaczył, że świdnicka maszyna jest śmigłowcem wielozadaniowym, a nie transportowym, co było przedmiotem przetargu. Posiada, więc skromniejszą przestrzeń ładunkową i mniejszy udźwig. Wśród atutów AW-149 wymieniał min. bardzo wysoki pułap, przy wyłączonym, jednym silniku  i wysoką odporność na boczny wiatr . Jest również tańszy w eksploatacji. Maszyna spełnia także wszelkie standardy bezpieczeństwa. Podczas piątkowej prezentacji Krystowski przytaczał analizę Wydziału Ekonomii UMCS. Według niej, przy wyborze AW-149 można zaoszczędzić ponad 6 mld zł, a w woj. lubelskim byłoby ponad 5,8 tys. dodatkowych miejsc pracy. – Zadeklarowaliśmy, że w przypadku wyboru AW-149, nasza firma zostanie producentem tego modelu śmigłowca dla całej grupy Agusta Westland, na co przystali akcjonariusze z Włoch – dodał Krystowski.

Mity wokół offsetu

Prezes Krystowski postanowił odnieść się również do zarzutów posła Mariusza Grada, który powołując się na pismo Wiceministra Obrony Narodowej Czesława Mroczka stwierdził, jakoby offset stanowił element oceny ofert w przetargu. Prezes świdnickiej fabryki wyjaśnił, że PZL-Świdnik, jako firma polska nie była w ogóle zobowiązana prawnie do złożenia oferty offsetowej, a mimo to ją złożyła. Wartość offsetowa oferty złożonej do Ministerstwa Gospodarki przez PZL-Świdnik wyniosła około 4 mld. Fakt złożenia zarówno przez PZL-Świdnik, jak też firmę z Mielca ofert offsetowych,  spełniających wymagania przetargu potwierdził w wystąpieniu sejmowym Wiceminister Gospodarki Arkadiusz Bąk, który zwrócił także uwagę, że obydwie firmy, mające zakłady w Polsce zaoferowały projekty offsetowe dla WZL1 w Łodzi i Dęblinie oraz WZL2 w Bydgoszczy, a oprócz tego wiele dodatkowych projektów ważnych dla rozwoju województwa lubelskiego i podkarpackiego. PZL-Świdnik proponowało również współpracę Fabryce Broni w Radomiu – dodał Krystowski.

Związkowcy walczą o przetarg!

Właściciele świdnickiej fabryki nie kryją, że przyszłość zakładu stoi pod znakiem zapytania. Związkowcy i załoga PZL-Świdnik postanowili sami zawalczyć o miejsca pracy. Szóstego maja, przed bramą główną PZL-Świdnik, odbył się biało-czerwony Marsz Milczenia. Decyzja (…) uderza w interes gospodarczy Świdnika, Lubelszczyzny i Polski. Jest decyzją antypolską, która niesie poważne zagrożenie utraty miejsc pracy i degradacji całego naszego regionu” – czytamy w oświadczeniu organizatorów marszu. Przedstawiciele NSZZ „Solidarność”, ZZ „Metalowcy”, WZZ „Sierpień 80”, ZZ „Lipiec 1980” i ZZIT PZL-Świdnik 18 maja pikietowali w Lublinie pod hasłem: „Unieważnić przetarg na śmigłowce”. Z tym samym sloganem pojawili się 22 maja w Warszawie przy Pałacu Prezydenckim. W pikiecie uczestniczyło blisko 700 osób ze Świdnika, niestety bez przedstawicieli z Mielca. Ponad godzinę trwały rozmowy związkowców z ministrem Olgierdem Dziekońskim i szefem BBN płk. Waldemarem Kozickim. Przedstawiciele ze Świdnika złożyli również petycję, w której czytamy: „Z trzech porównywalnych ofert wybrano tę firmę, która nie produkuje w Polsce i nie ma jej na gospodarczej mapie Polski. Gdzie polityka prospołeczna rządu polskiego? Kolejny raz oddajemy miejsca pracy bogatym krajom, nie dbając o interes i rozwój własnego narodu i interes gospodarczy Polski.” Związkowcy w ten sposób wyrazili obawy, co do tego, że fabryka w Świdniku, zostanie zdegradowana do roli poddostawcy, produkującego części, a co za tym idzie nastąpi znaczna redukcja zatrudnienia. Niestety ich obawy potwierdziły się. Podczas posiedzenia Rady Nadzorczej PZL-Świdnik przedstawiono plan restrukturyzacji. – W najbliższych trzech latach pracę może stracić nawet 800 osób – mówi Andrzej Słotwiński, przedstawiciel załogi w Radzie Nadzorczej PZL-Świdnik. Według związkowców, kolejne destrukcyjne decyzje mogą zapaść podczas następnego posiedzenia Rady Nadzorczej PZL, zaplanowanego na 8 czerwca. W Mielcu załoga boryka się z podobnym problemem. Tam w najbliższym czasie pracę straci blisko 500 osób.

To nie koniec walki

Rywalizacja włoskich i amerykańskich firm, o polskie pieniądze jeszcze się nie zakończyła. Następny krok to program Kruk, czyli zakup śmigłowców bojowych dla polskiej armii. Agusta Westland najprawdopodobniej zaoferuje swoją maszynę AW 129 Mangusta, która z pewnością nie będzie montowana w Świdniku. PZL w ramach offsetu mogłyby liczyć na jakieś korzyści, jednak najpierw trzeba będzie wygrać przetarg. Aż 10 firm zgłosiło zainteresowanie dostawą Polsce nowoczesnych śmigłowców bojowych.

M. Szczerba

Monika Sz.AKTUALNOŚCIWSK
PZL-Świdnik nie poddaje się i walczy nie tylko o udział w przetargu na dostawę śmigłowców dla polskiej armii, ale również broni dobrego imienia firmy. 22 maja w Świdniku spółka zademonstrowała w locie i na ziemi śmigłowiec wielozadaniowy AW-149. Dzień wcześniej podobna prezentacja miała miejsce na warszawskim Bemowie. W ten...