W Domu Pomocy Społecznej w Wygnanowicach mieszkają 54 niepełnosprawne kobiety. Jak wygląda tu życie i jak się tu pracuje? Rozmawiamy z dyrektor placówki, Danutą Wrzołek.

Mieszkanki

Obecnie mieszkają tu 54 kobiety z niepełnosprawnością intelektualną. To osoby w różnym wieku, najmłodsza ma 20 lat, a najstarsza to 80-latka. Trafiają tu panie cierpiące też na inne schorzenia m.in. na chorobę Alzheimera czy demencję.

– Od kilkudziesięciu lat są to w większości te same panie. Żyją długo, bo dbamy o nie. Pielęgnacja i leczenie są tu na wysokim poziomie. Jedna kobieta przebywa u nas tylko okresowo – na wakacje i ferie. Na co dzień mieszka w placówce edukacyjnej w innym województwie. Lubi u nas przebywać. Z chwilą ukończenia szkoły zostanie naszą mieszkanką – mówi Danuta Wrzołek.

W poszczególnych budynkach mieszkają kobiety funkcjonujące na podobnym poziomie intelektualnym i społecznym.

– Taki dobór nie jest łatwy, bo, proszę mi wierzyć, że często panie z większym stopniem niepełnosprawności są bardziej samodzielne i lepiej funkcjonują społecznie niż te „zdrowsze”. Jak wszędzie, gdzie są ludzie – są silne przyjaźnie, są i konflikty. Staramy się, by panie, które się nie tolerują, nie musiały wchodzić sobie w drogę.

Miejsce

– Ja wiem, że to nie jest dom, tylko instytucja, ale pozwalamy tu swobodnie żyć, pozwalamy wyrażać indywidualność – mówi dalej pani Danuta – Kto chce, uczestniczy w zajęciach, ktoś jest zmęczony, odpoczywa na łóżku w pokoju. Możliwości spędzania czasu jest dużo. Mamy Centrum Aktywizacji – to głównie zajęcia artystyczne, ale nie tylko. Organizujemy też wyprawy w ciekawe miejsca. Zawsze na Dzień Kobiet robimy paniom wycieczki, np. do restauracji i proponujemy tzw. małe przyjemności. Cyklicznie odwiedzają nas też grupy teatralne, jeździmy na pielgrzymki. Kilka osób uczęszcza do Warsztatu Terapii Zajęciowej, gdzie rozwijają swoje zainteresowania, uczestniczą w konkursach, kiermaszach.

DPS istnieje od 1982 r., początkowo jako filia Domu Pomocy Społecznej w Lublinie, a od 1983 jako filia DPS w Kazimierzówce. Od 1995 r. funkcjonuje jako samodzielna jednostka, prowadzona przez Powiat Świdnicki w Świdniku. Dom przeznaczony jest dla dorosłych kobiet niepełnosprawnych intelektualnie. To trzy budynki na terenie Zespołu Dworsko -Parkowego na obrzeżach Krzczonowskiego Parku Krajobrazowego.

– Miejsce wciąż się rozwija. Co roku przeprowadzane są niezbędne remonty, wymieniane elementy wyposażenia. W zeszłym roku Powiat Świdnicki zabezpieczył środki finansowe, dzięki czemu przed dworkiem powstał piękny taras z kostki brukowej, a także system odprowadzania wód deszczowych, mamy też świeżo odnowione łazienki. Przed nami remont elewacji. Moim marzeniem jest, żeby park wokół naszych domów był pięknie zagospodarowany i zadbany. Kiedyś przy pracach w ogrodzie pomagały mieszkanki. Ale to było 20 lat temu. W tym momencie wiek i zdrowie już im na to nie pozwala – mówi dyrektor.

Panie mogą liczyć na pyszną, domową kuchnię. Kucharki gotują na miejscu. 3 posiłki są wspólne, a dodatkowe we własnym zakresie. Codzienne obowiązki domowe wykonywane w miarę możliwości także bardzo integrują naszą społeczność.

 

To ciężka praca

– Ludzie śmieją się ze mnie, że jestem idealistką, że mam skrzywienie na punkcie mojej pracy. Chciałabym po prostu, żeby wszyscy byli w porządku, a świat był pełen dobrych, troskliwych ludzi. Wiem, że tak nie jest i dlatego czasem się denerwuję – przyznaje pani dyrektor. – Istnieje przeświadczenie, że praca tu to wspólne malowanie, śpiewanie, spacery. Tak nie jest. Pierwsza zmiana ma chyba najtrudniej. Poranna toaleta, pielęgnacja osób leżących, często ubieranie, potem przygotowanie do śniadania: rozdrabnianie bądź miksowanie jedzenia i, w wielu przypadkach, karmienie. Ze wszystkim trzeba się wyrobić. A pracownik ma pod opieką kilka osób. Potem zajęcia z mieszkankami. Przy tym wszystkim – rutynowych, ciężkich fizycznie pracach, trzeba jeszcze po prostu być, rozmawiać, uśmiechnąć się, pogłaskać po ręce, wysłuchać. Nasze mieszkanki są cudowne, ale bywa, że potrafią być bardzo nieprzyjemne. Pracownik musi zachować się wtedy profesjonalnie i nie ulegać emocjom. To prowadzi do wypalenia w zawodzie, co powoduje jeszcze większe zmęczenie. A mimo to ludzie mobilizują się i dają z siebie dużo empatii i zaangażowania – ocenia Danuta Wrzołek.

Jeśli chodzi o współpracę z rodzinami podopiecznych DPS, w większości przypadków jest oceniana jako dobra, ale nie zawsze.

-Bywa, że tej rodziny po prostu nie ma. Jest też tak, że dzieci lub kuzyni nie interesują się losem niepełnosprawnej osoby. To boli patrzeć jak ktoś czeka i wciąż liczy na odwiedziny, do których nie dochodzi. Ale praca potrafi też być bardzo satysfakcjonująca. Na przykład, gdy wiele lat temu zamieszkała u nas pani, która nie mówiła, była agresywna, unikała towarzystwa, a dziś, wita mnie w swoim pokoju słowami: „Dzień dobry, jak leci? U mnie w porządku”. Wtedy wiemy, że udaje nam się tworzyć dom.

http://lsw24.pl/wp-content/uploads/2017/09/jedynka-1024x684.jpghttp://lsw24.pl/wp-content/uploads/2017/09/jedynka-300x300.jpgD.C.AKTUALNOŚCIDanuta Wrzołek,Dom Pomocy Społecznej,DPS Wygnanowice
W Domu Pomocy Społecznej w Wygnanowicach mieszkają 54 niepełnosprawne kobiety. Jak wygląda tu życie i jak się tu pracuje? Rozmawiamy z dyrektor placówki, Danutą Wrzołek. Mieszkanki Obecnie mieszkają tu 54 kobiety z niepełnosprawnością intelektualną. To osoby w różnym wieku, najmłodsza ma 20 lat, a najstarsza to 80-latka. Trafiają tu panie cierpiące...