AKTUALNOŚCI

Artyści ze Świdnika. Poznajcie Kapiców

Rodzina nietuzinkowa. Ludzie, którzy żyją pasją. Ojciec traktuje motoryzację jak sztukę, syn widzi ją w gotowaniu. Dziedziny całkiem odrębne, ale pasja tworzenia ta sama. Obaj chcą pracować po swojemu, nie odtwarzają, tylko kreują. I zarabiają na tym pieniądze.
Mieszkają w Świdniku, ale wjeżdżając na posesję Kapiców ma się wrażenie, że wkracza się do innego świata, a wchodząc do domu czuje klimat Francji, Włoch, z akcentami amerykańskimi. Czuć pasję, widać ogrom włożonej w dom pracy.
Jak umrę to się zdziwię
Kuba Kapica maluje aerografem klasyczną motoryzację na płótnie. Swoje prace wystawia głównie we Francji, m.in. podczas słynnego wyścigu Le Mans. W wolnych chwilach rzeźbi Jaguara E-type, który w przyszłości ma nawet jeździć.
– Czuję się artystą, dlatego mam potrzebę kreowania swojej rzeczywistości. Chcę sam tworzyć otaczającą mnie przestrzeń, przedmioty, meble, ogród – mówi Kuba Kapica.
Skończył Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie z dyplomem z malarstwa. Maluje już od szkoły średniej plastycznej. Od zawsze fascynował się malarstwem amerykańskim. Po studiach wyjechał do Paryża, ćwiczył u rzeźbiarza Amerykanina. – Łut szczęścia sprawił, że poznał em osobę, która pomagała przy organizacji wyścigu Le Mans. Później pojawiła się galeria Vitesse, jedyna, z którą współpracuje już od 20 lat. Maluje tylko to, co sprawia mi przyjemność – motoryzację.
Artysta malował na zamówienie dla salonów samochodowych Ferrari i Porsche, a Luc Besson wypożyczył jego obrazy do filmu „3 Days to Kill” z Kevinem Costnerem.
 – Obecnie pracuję nad projektem wnętrza oraz jego realizacją w domu mojego przyjaciela na Majorce – mówi – Mam kilkanaście nieskończonych projektów, bo te skończone są już sprzedane. Jak umrę to się zdziwię – śmieje się zapracowany artysta – Wszystko zaczęło się od Amerykanów, którzy wpadli na pomysł malowania aerografem, by wydobyć efekt, którego pędzlem na pewno się nie zrobi. Łączę płaskorzeźbę z malarstwem – tłumaczy i pokazuje płaskorzeźbę silnika Ferrari 257, wykończoną szczotkowanym aluminium. – Wszystkie rysunki wykonuję na papierze, na piechotę, bez pośpiechu. Wiem, że dzisiaj wystarczy komputer, program, drukarka, ale dla mnie to nie na tym rzecz polega. Przez całe życie pracowałem i robiłem to, co mi się podoba i to, co lubię. Dlatego wciąż jestem zdrowy na ciele i umyśle.
– Przyjaźnimy się od lat – mówi przyjaciel rodziny Waldemar Białowąs, wicestarosta świdnicki –
To ciekawi ludzie, których cenię za osiągnięcia, pasje, ale też za to, że jako lokalni patrioci, pozostali w Świdniku i kochają to miasto. Rodzina, w której talent przechodzi z pokolenia na pokolenie. W tym domu jest zawsze miła atmosfera, i jest o czym porozmawiać.
Nazwisko Kapica jest bardziej znane w Paryżu niż w Świdniku, głównie dlatego, że od 20 lat wystawia i sprzedaje właśnie tam swoje prace. – To jest nasze miejsce. Nie znoszę dużych miast, wracam z wystawy najszybciej, jak to jest możliwe. Zajmowałem się malarstwem ściennym i sprzedałem kilka obrazów tutaj, ale rynek wciąż jest płytki, być może z czasem powinno być lepiej – przewiduje pan Jakub.
Byłem czarna owcą
Bartek Kapica przyznaje, że nigdy nie należał do grzecznych, poukładanych, zawsze był „czarną owcą”.
Ma wykształcenie techniczne. Długo nie miał pomysłu na życie. Zaczął gotować.
– Od małego patrzyłem jak rodzice gotują, uczyłem się i ja. 4 lata temu wyjechałem do Niemiec. Tam pracowałem w restauracjach ucząc się fachu. Jednak w tym zawodzie ani szkoły, ani „papiery” nie znaczą tyle, ile umiejętności, wyobraźnia i pasja – mówi Bartek Kapica.
Dziś jest szefem kuchni w jednej z restauracji w naszym regionie, a pod koniec tego roku wychodzi jego książka kucharska. Ale ma być inna niż te na rynku.
– Będzie mało zdjęć i mało tradycyjnych przepisów, a raczej inspiracje i rady jak odnaleźć w sobie pasję do gotowania, jak dobierać produkty, jak tworzyć z tego co mamy pod ręką dzieła sztuki na talerzu. Ale po pierwsze, ma być smacznie. – mówi kucharz – Fajnie jest zaszczepiać w dzieciach umiejętność przyrządzania potraw. Gotowanie uczy życia. Porządku, dobrej organizacji, poszanowania produktu.
Młodszy syn Filip zajmuje się dziennikarstwem sportowym. Jest komentatorem F1 oraz piłki nożnej w Eleven Sports.
Rodzinę pasjonatów w ryzach trzyma Pani Ula, emerytowana pielęgniarka- niczym „Wielka Oddziałowa” z filmu Formana „Lot nad kukułczym gniazdem”.

Reklama
Tagi
Pokaż więcej

Powiązane

Back to top button
Close
Close